Obserwuję społeczeństwo, dużo czytam i słucham kobiet.
Jest taki paradoks
Im więcej kobieta potrafi unieść
Tym ciszej znosi moment, w którym już naprawdę jest ciężko
Z zewnątrz wygląda stabilnie
Zorganizowana
Spokojna
Ogarnięta
Od środka często funkcjonuje na rezerwie
Nie dramatyzuje
Nie robi scen
Po prostu zaciska zęby i idzie dalej
Nie dlatego że nie czuje
Tylko dlatego że życie nauczyło ją jednego
Gdy pokazujesz słabość, świat bardzo często nie umie z nią nic zrobić
Wielu kobietom pomoc i opieka kojarzy się z ryzykiem
Ryzykiem bycia ocenioną
Pouczoną
Bycia kontrolowaną
Zredukowaną do problemu, który ktoś chce „naprawić”
Gdy mówią prawdę
Że są zmęczone
Że się boją
Że nie wiedzą co dalej
Często zamiast obecności dostają ocenę, instrukcję lub kontrolę
A one nie potrzebują planu
Potrzebują kogoś kto wytrzyma ich stan bez poprawiania
Z czasem uczą się więc innej strategii
Nie mówią
Nie tłumaczą
Nie proszą
Bo to nie kobieta ma prowadzić tylko mężczyzna, to on ma wiedzieć o kolejnych krokach z wyprzedzeniem
Jak w tańcu
Często już można zauważyć kobiety które
Same tańczą
Same sobie są wsparciem
Same sobie są ramieniem
Same sobie są planem B
Ale czy to jest dobra właściwa droga?
Może na jakiś czas
Społeczeństwo bardzo to lubi
Takie kobiety są wygodne
Zawsze coś ogarną
Zawsze pomogą
Zawsze dadzą radę
Co raz więcej jest takich kobiet
Tylko nikt nie zauważa że cena tej samowystarczalności bywa wysoka
Cicha
Długofalowa
Zmęczenie które nie schodzi po śnie
Napięcie które zostaje w ciele
Poczucie że nie ma gdzie odłożyć ciężaru
Często przychodzi chęć odpoczynku
One nie milczą z dumy
One milczą z doświadczenia
Bo kiedyś próbowały mówić
I zobaczyły, że nie każdy potrafi słuchać bez używania i wykorzystania tego później
Proszenie zaczęło kojarzyć się z utratą kontroli
A kontrola stała się jedynym bezpiecznym punktem
Jeśli to czytasz i widzisz w tym siebie
To wiedz jedno
Twoja samodzielność nawet będąc w związku nie jest dowodem siły
Jest dowodem tego jak długo byłaś zdana tylko na siebie
A jeśli jesteś obok takiej kobiety
Nie pytaj dlaczego nie prosi
Zapytaj co sprawiło że przestała
Kobieta z resztą nie jest od proszenia
Czasem największym wsparciem nie jest rozwiązanie
Tylko zdanie wypowiedziane spokojnie
Jestem
Możesz nie dawać rady
Zatańczymy razem?
Ja to uniosę razem z tobą
Dla kogoś kto zawsze niesie sam
To może być pierwszy moment prawdziwego oddechu i odpoczynku
Sens bycia razem kobiety i mężczyzny nie polega na tym, żeby było lżej. Ani żeby ktoś kogoś ratował. Ani żeby się uzupełniać jak brakujące puzzle z Ikei.
Sens jest jeden, i to brutalnie prosty:
żeby nie musieć już wszystkiego nieść samemu, ale też nie oddać siebie.
Prawdziwa relacja nie powstaje z potrzeby, tylko z gotowości.
Nie z lęku przed samotnością, tylko z decyzji: „widzę cię i wybieram” , „chce tańczyć razem z tobą „
Kobieta i mężczyzna razem mają sens:
wtedy, gdy żadne z nich nie gra roli rodzica, terapeuty ani zbawcy (tak jak często słyszę że kobiety pełnią rolę mamusi dla mężczyzny czy ratowniczki)
wtedy, gdy on nie boi się jej siły i nie próbuje jej zmniejszyć
wtedy, gdy ona nie musi udowadniać, że da radę bez niego (oczywiste że da ale to nie o to przecież chodzi a o to żeby tańczyć harmonijnie w parze )
Związek partnerski nie jest po to, żeby:
leczyć dzieciństwo
zapełniać dziury
dźwigać kogoś, kto nie chce tańczyć razem wspólnie przez życie
Jest po to, żeby właśnie tańczyć razem czasem obok ale cały czas harmonijnie synchronicznie razem .
Męskość w zdrowej formie wnosi kierunek, obecność, bezpieczeństwo i stabilność, prowadzenie i decyzję o kolejnych krokach. Jak w tańcu.
Jeśli to jest, kobieta może zaufać, czuć się bezpiecznie i dać się prowadzić.
Kobiecość wnosi czucie, miękkość, ciepło, energię, życie, ruch i sens. Stylizacje i dekorację.
Nie hierarchię. Polaryzację.
I teraz rzecz, której nikt nie lubi słyszeć:
Jeśli kobieta w relacji nadal prowadzi i wszystko niesie sama, to, to NIE JEST PARTNERSTWO, tylko samotność we dwoje. Kiedy Ona sama musi prowadzić bo mężczyzna nie umie bo nie wie gdzie i jaki postawić następny krok, kiedy ona bierze odpowiedzialność bo wie czego chce, kiedy ona nadaje kierunek podejmuje sama decyzje, wszystko robi sama a on jest obok to ona nadal tańczy sama swój taniec biorąc na siebie całą odpowiedzialność za całość , to jak to wygląda na zewnątrz . A niezdecydowany niezaangażowany nie umiejący tańczyć mężczyzna próbuje „tańczyć” a raczej tuptać coś sobie sam z boku.
Wyobraźmy sobie jak to wygląda z boku.
Jeśli kiedykolwiek tańczyłeś
Wyobraź sobie taki taniec
Niedojrzałe dziecinne zabawne. Prawda?
Ona ma wtedy do wyboru tańczyć obok sama lub przestać w ogóle tańczyć.
Lub przestać z nim tańczyć i znaleźć innego doświadczonego partnera, który poprowadzi, który wie jak i gdzie, któremu da się porwać do tańca zwanego życiem.
I kobieta nie jest od tego żeby uczyć „dorosłego” 30-40-50 letniego mężczyznę kroków jak tańczyć w życiu, który nie wie gdzie z kobietą iść i jak prowadzić w życiu
Relacja ma sens tylko wtedy, gdy:
można się OPRZEĆ, nie tracąc kręgosłupa
Dokładnie to można porównać do tańca
można być słabym, nie tracąc SZACUNKU
można ROSNĄĆ, rozwijać się razem, a nie tylko przetrwać
A jeśli chodzi o sens „na ziemi”, a nie tylko w domu:
Kobieta i mężczyzna razem uczą się równowagi między SIŁĄ a WRAŻLIWOŚCIĄ.
Tego nie da się zrobić w pojedynkę.
Partnerstwo to nie fajerwerki.
To rytm.
A do rytmu potrzebujesz dwóch stabilnych punktów, nie jednego bohatera i jednego pasażera.
Dojrzała Miłość nie jest nagrodą za wytrzymałość.
Jest przestrzenią, w której nie trzeba już walczyć. To jak taniec, w którym jest connection i zrozumienie swoich ról albo go nie ma.
Co znaczy, że jeśli jest połączenie i harmonia między partnerami to jest i magia.
I takiej wam Miłości życzę.